Niektórzy ludzie nigdy znaleźć miłość

Czy wierzysz w miłość, czy jej nienawidzisz? Dowiedz się, co sprawia, że niektórzy ludzie nie lubią miłości, podczas gdy inni zakochują się bezradnie przez cały czas. Miłość cały czas wywołuje silne uczucia, niezależnie od tego, czy ci na niej zależy, czy jej nienawidzisz. Na czym stoisz, jeśli chodzi o miłość? # 4 Możesz być za młody, aby znaleźć miłość. Każdy w różnym tempie dojrzewa. Podczas gdy niektórzy ludzie mogą w końcu poślubić swoją sympatię ze szkoły podstawowej, możesz być zmuszony poczekać do trzydziestki, zanim naprawdę znajdziesz osobę, z którą masz spędzić życie. # 5 Nie spotykasz się z właściwymi ludźmi. Dlaczego nie mogę znaleźć miłości? 5 powodów, przez które ludzie są samotni. ... które ma mocno zakorzenione przekonania na temat tego jak powinna wyglądać prawdziwa miłość. Niektórzy sądzą, że od początku powinno „zaiskrzyć” i nie dają szansy komuś, kto nie wywołał u nich momentalnie przyspieszonego bicia serca ... Przy tak wielu witrynach randkowych niektórzy ludzie wciąż przychodzą do mnie, by znaleźć miłość Wszystkim, którzy myślą o skontaktowaniu się ze mną w przyszłości, abym mógł je podłączyć, proszę nie To powiedziawszy, niektórzy ludzie myślą, że miłość po pięćdziesiątce to nie to samo, co zakochanie się w wieku 17 lat. Mylą się. Ludzie, którzy dopiero zaczynają szóstą dekadę życia, mogą odczuwać stan zakochania tak samo jak młody człowiek. Niektórzy ludzie chcą widzieć miłość przez pryzmat jakiegoś rodzaju siły nadprzyrodzonej, chcąc dzięki temu móc wierzyć, że siła tego uczucia jest czymś niezrozumiałym, czego ludzki umysł nie potrafi pojąć w pełni. Takie nastawienie może sprawić, że trudno będzie im cieszyć się z tego, co mają naprawdę i w pełni docenić bardziej przyziemne relacje, z jakimi mają ...

Roman Bertowski - "Za błękitną kurtyną: Polski wywiad na tropie masonów" - subiektywny wybór cytatów [CW: prawactwo, długie w chaps]

2020.07.10 17:03 SoleWanderer Roman Bertowski - "Za błękitną kurtyną: Polski wywiad na tropie masonów" - subiektywny wybór cytatów [CW: prawactwo, długie w chaps]

W ramach uprzyjemniania życia przed ciszą wyborczą, znalazłem piękne dzieło autorstwa pana Romana Bertowskiego (podobno pseudonim Romana Giertycha), a dzieło to jest takie że "Operacja Chusta", "Epoka Antychrysta" czy ostatni słynny wysryw polskiej prawicy "Dalian będziesz ćwiartowany" mogłyby mu buty czyścić. Wydana w 1996 roku a więc ćwierć wieku temu i epicka i boska jest.
Polska w tej powieści jest rządzona przez Stronnictwo Narodowe, mocarną jest i dominuje ekonomicznie Rosję, lecz na Zachodzie rządzi złowroga Unia Europejska. Główny bohater, dzielny Stefan zostaje zwerbowany przez polski wywiad, by zobaczył, jak to jest w tej Unii masońskiej.
Od ponad sześciu lat trwa niewypowiedziana wojna między naszym krajem i naszymi sojusznikami, a krajami dawnego bloku Unii Europejskiej. Są za słabi, żeby nam coś zrobić, ale militarnie są jeszcze potęgą. Chcemy dowiedzieć się, kiedy Imperium Zła przestanie istnieć. Chcemy wiedzieć, kiedy rewolucja społeczna zmiecie ich rządy, pochłonięte kryzysem gospodarczo-demograficznym.
Te kraje znajdują się w takim stanie, jak Moskwa po upadku ZSRR w XX wieku. Bezprawie, bandytyzm, służby specjalne, mafie są na porządku dziennym. A poza tym będzie pan musiał mieć żelazną odporność psychiczną, aby znieść widok tego rozkładu. Ale pan jest silny. Powodzenia kapitanie.
W USA też nie jest za wesoło:
Z ciekawością przejrzał wspomnienia Clintona. Główna ich część dotyczyła tego, jak przygotowano ubezwłasnowolnienie Amerykanów. Partia republikańska i demokratyczna były rządzone przez tych samych ludzi. Pozorne spory tych partii były nagłaśniane przez telewizję. W chwili, gdy zarówno republikanie, jak i demokraci zgodzili się na zastąpienie głosowania demokratycznego, głosowaniem za pomocą wkładów bankowych, nikt nie zorientował się, że nadchodzi totalitaryzm. Obywatele pozornie mogli oddać swój głos na jakiś program zmieniając swój wkład gotówkowy. Banki reprezentujące programy polityczne obsadzały Izbę Reprezentantów proporcjonalnie do siły swojego kapitału. Ale tak naprawdę o wszystkim decydował kapitał Rockefellerów.
Pierwszy przystanek na Zachodzie, katedra Notre Dame:
Stefan przeszedł z bocznej nawy do środkowej, tam na środku kościoła stała szklana piramida. W środku piramidy leżał zdechły pies. Stanął zaszokowany. „Kto to wymyślił, i co to ma znaczyć”. Zaczął tracić nadzieję, że znajdzie tu Najświętszy Sakrament. Jakaś parka ściskała się na tylnych ławkach.
(...)
Gdy Stefan wyszedł zza piramidy oślepiły go rozbłyskające światła. Spojrzał na ołtarz, a zamiast niego zobaczył ring otoczony metalowymi prętami, a w środku po obu rogach dwóch mężczyzn. Tłum zaczął falować, Stefan nie mógł się uwolnić od rozwrzeszczanego tłumu, który coraz bardziej krzyczał. Rozległ się gong, kamery zostały włączone, a dwóch mężczyzn zaczęło krążyć wokół siebie. W rękach mieli coś na kształt grabi. Wtem jeden wyskoczył do przodu i zaczepił jednym zębem grabi o policzek przeciwnika. Polała się krew.
Walki gladiatorów w katedrze? To pikuś. Stefan jest ścigany przez tajną policję, bo był widziany jak modlił się w Notre Dame, poszukuje schronienia, i przygarnia go jakiś dziadek, ale niestety...
No to co, że ma sześćdziesiąt siedem lat? - spytał Stefan. — Hej panie! Ty chyba naprawdę nietutejszy? Gdzieś się taki uchował. Nie znasz zarządzeń, czy co? Urząd Pięknego Zejścia ustanowił maksymalny wiek na sześćdziesiąt pięć lat. — To nie ma starszych ludzi? - spytał zdumiony Stefan? — Trzeba mieć pozwolenie, ale jest wydawane tylko dla bardzo wartościowych jednostek. Ten śmieć miał szczęście, że Urząd nie wezwał go już po sześćdziesiątce. Jest zakałą naszego obywatelskiego społeczeństwa. — Czy mogę przyłączyć się do uroczystości? - spytał Stefan. — Nie ma sprawy - odpowiedział uśmiechając się urzędnik. - Niektórzy bardzo to lubią, a wejście jest zawsze otwarte. (...)
— Czy to zabija od razu? — Nie. To byłoby nieekonomiczne - odpowiedział urzędnik. On musi jeszcze przejść uświadamianie ideologiczne. — Na czym to polega? - zapytał tłumiąc gniew. — Nasze urzędniczki, pracują nad tym, aby go przekonać do znieważenia symboli zacofania i głupoty. To gwarantuje, że po śmierci, będzie miał zapewnione właściwe miejsce w jasnej Kosmogonii. Trucizna działa po godzinie, tak, że zdąży jeszcze na własnych nogach dojść do krematorium. Tam odczytamy mu pożegnalny list, standardowy oczywiście, od naszego burmistrza i poczeka na wózku, aż przyjdzie koniec. Potem wystarczy tylko włączyć wózek, aby wjechał do pieca i problem z głowy - oświadczył zadowolony urzędnik.
Stefanowi krew uderzyła do głowy. Wyjął pistolet i pełną serię pociągnął po ogłupiałych urzędnikach i „lekarzu”.
Tyle eutanazja, a co z aborcją? Stefan, niczym Jezus na drodze krzyżowej musi przejść przez wszystkie stacje liberalnego piekła:
— Czy pan naprawdę nie rozumie? - spytała kobieta - że w tym przeklętym kraju nie można mieć dzieci? Ze kobietom odbierają je zaraz po urodzeniu, aby wychowywać w zamkniętych żłobkach, a potem przedszkolach. Czy pan naprawdę nie wie, że aby uzyskać zgodę na urodzenie dziecka, trzeba dać olbrzymią łapówkę, albo mieć wielkie plecy? Czy nie słyszał pan o przymusowym zabijaniu nienarodzonych? — Jakim przymusowym zabijaniu? - zapytał. — Gdy któraś kobieta zajdzie w ciążę bez pozwolenia, to wykonywane jest przymusowe przerwanie ciąży z przeznaczeniem na kosmetyki i leki farmaceutyczne. Dlatego nie mamy dzieci. — Ale przecież rządzący muszą zdawać sobie z tego sprawę, że grozi to katastrofą demograficzną. — Już w tej chwili produkują setki dzieci z probówki - spokojnym głosem wyjaśniał mężczyzna. - Zamierzają je wychowywać w specjalnych ośrodkach i przeznaczać na urzędników i aparat władzy. Przygotowują się już do otwarcia masowej produkcji tych biednych stworzeń. Gdy osiągną one dojrzałość, to władza nie będzie musiała rekrutować urzędników spośród przeciętnych obywateli. — Poza tym dzieci z probówki dogadzają ich próżności, gdyż każdy z elity władzy ma po kilkuset potomków - dodała kobieta.
Oczywiście Stefan ratuje małżeństwo i wypełnia kolejną misję - znaleźć konspirających się, ukrywających się w bezbożnej Francji katolików. Misja wypełniona, komitet współpracujący z prymasem wyśle tam 30 księży, a dzielny bohater rusza do Holandii.
A tam w jednym barze wegetarianizm
— W zeszłym miesiącu Centralny Komitet Postępu Cywilizacyjnego Unii Wszechświatowej zakazał jedzenia i przyrządzania mięsa zwierzęcego, a szczególnie karane jest spożywanie wieprzowiny. - Padła zdawałoby się, że smutna odpowiedź.
geje, czyli to samo co zoofile
— Pytałem się, czy miałby pan ochotę pójść gdzieś ze mną - ton głosu młodziana był niewzruszenie beznamiętny. — Wie, pan ja raczej z innej orientacji. — A rozumiem, słyszałem, że kelner mówił, iż nie ma tu w kawiarni naszych młodszych braci. Pan lubi zwierzęta, prawda? — I owszem - Stefan dopiero po wypowiedzeniu - zorientował się, że jego lubienie zwierząt może być zupełnie opacznie zrozumiane.
białe niewolnictwo (Stefan zahacza tam o RPA, gdzie pupile prawicy, Boerzy, dzielnie bronią się przed lewackimi Murzynami)
Na targu niewolników. Każdy kto nie ma pieniędzy, może się sprzedać. Jest wtedy kupowany jak rzecz. Ale mnie sprzedano, wbrew mojej woli. Młodzieniec roztkliwił się nad sobą.
narkotyki
No, no, nic nie pamięta. Stałeś na środku Amsterdamu i wykrzykiwałeś przeciwko urzędom. Ponoć byłeś po prochach. Miałeś szczęście, że nie dali ci od razu w czapę. Ale ten obóz to na jedno wychodzi. — Teraz zrozumiał. To ta kawiarnia i jej słodki dym. Oni wcale nie palili tytoniu.
Ale dlaczego tak się dzieje (jest to jeden z najobrzydliwszych cytatów):
Tylko zwyrodniali zboczeńcy mogli wymyśleć taki system. W XX wieku rządy homoseksualistów z szefostwa NSDAP w III Rzeszy Niemieckiej doprowadziły do olbrzymich zbrodni. Stworzono obozy koncentracyjne, gdzie mordowano miliony ludzi, organizowano masowe egzekucje w Polsce, wybito większość polskiej kadry intelektualnej, wysiedlano całe dzielnice. Niemcy pod rządami narodowo-socjalistycznych pedałów chciały wymordować Polaków, Cyganów i Żydów, aby stworzyć przestrzeń życiową dla rasy aryjskiej. Homoseksualizm wyzwala w ludziach zbrodnicze instynkty, gdyż jest oparty na potwornym upokarzaniu jednego człowieka przez drugiego. Dlatego też systemy funkcjonujące w III Rzeszy i obecnie w Europie Zachodniej wykorzystywały zboczeńców, jako najbardziej nieludzkich urzędników i zarządców
Jak wiemy, Stefana złapał okrutny holenderski gejowski rząd i zagania go do niewolniczej pracy w obozie koncentracyjnym. Tych, którzy najgorzej pracują, sprzedaje się tam na organy, podobnie jak próbujących uciekać i ich rodziny. Przeszczepy, oczywiście tylko dla przywódców!
Stefan zdołał jednak uciec, i po brawurowej scenie walki dociera do Wielkiej Brytanii, i dowiaduje się jakie jest jego najważniejsze zadanie - zdobyć listę agentów plugawej masonerii działających na ojczyzny łonie. Wykorzystują jego podobieństwo do wnuka Churchilla, który kandyduje jako ofc Torys.
Stefan brał udział w być może ostatnich wyborach do Izby Gmin. Parlament angielski był bowiem ostatnim parlamentem na terenie Unii Wszechświatowej (...) Wybór delegatów odbywał się na corocznym zebraniu, w którym głosowały wszystkie banki funkcjonujące na terenie danego kraju. Ilość głosów była zależna od kapitału złożonego przez obywateli w danym banku. Taki sposób wyboru uzasadniano tym, że wybory i tak wygrywała partia posiadająca największe pieniądze. A brak wyborów to przecież kolosalna oszczędność. Ludzie natomiast mogą się wypowiadać w ten sposób, że przenoszą swoje konta z jednego banku do drugiego.
Stefan jako Peter Churchill spotyka się z premierem-ofc masonem.
Stefan zrozumiał teraz cel zaproszenia na tenis. — No, myślę - powiedział z rozwagą - że nie można przesadzać w tym trzymaniu się ustaw wymyślonych siedemset lat temu. A po za tym wszystkie te ustawy będą obowiązywać zwykłych ludzi, a nie członków parlamentu - zaśmiał się cynicznie. — Naprawdę, widzę przed panem przyszłość panie Churchill - powiedział premier. Niech pan pamięta, że wyjątki od tych ustaw będą bardzo szerokie. Na pewno obejmą wszystkich pana znajomych, oraz protegowanych. To będzie, jak pan dobrze rozumie, dodatkowe źródło zysku. — Nie rozumiem - powiedział. — No, wie pan. Wielu będzie chciało dobrze zapłacić za zgodę na małżeństwo lub dziecko.
Rozmowy masonów czyta się dokładnie jak protokoły Mędrców Syjonu, więc ich złowrogie plany też pominę.
Zapadła śmiertelna cisza. Nacjonalizm był we wszystkich krajach Nowego Ładu Światowego przestępstwem zaliczanym do zbrodni. We Francji, Holandii i w Stanach za nacjonalizm wieszano ludzi. Wypowiedź sir Mathew graniczyła z definicją nacjonalizmu, który określano jako wyróżnianie swego narodu.
Stefan ogląda "masakrację lewactwa" w parlamencie:
Nigdy nie zgodzimy się na wprowadzenie pakietu tych ustaw. Ich uchwalenie doprowadziłoby przecież do głębokiego spadku demograficznego. Wprowadzenie zasady eutanazji i to na dodatek przymusowej, wywoła mord w majestacie prawa - głos lidera grupy najbardziej prawicowych konserwatystów brzmiał ostro. — A dlaczego w takim razie nie sprzeciwiał się pan ustawie zezwalającej na aborcję, sir? Czy przypadkiem nie dlatego, że eutanazja może pana dotyczyć, a aborcja niestety, dla naszego społeczeństwa, już nie? Pytanie z ław zwolenników ustawy, podważyło pewność wypowiedzi przedmówcy. — Ale przecież aborcja nie była dotychczas obowiązkowa - ripostował. — Sugeruje pan, że dzieci zgadzały się na nią dobrowolnie?
Stefan okrada złowrogiego Amerykanina Rockefellera z danych na "dyskietce w kształcie długopisu" (hej, jest rok 1995, nikt nie słyszał o pendrive'ach), porywa swoją miłość (jak na narodowego Jamesa Bonda przystało, musi mieć miłość, ale oczywiście bez ślubu Stefan może modlić się tylko do Matki Boskiej) i ucieka do Polski. Niestety, wrogowie go gonią i musi awaryjnie lądować w Rosji. Ale widzicie, Rosja nie jest przecież taka zła!
Nad małymi domami widać było nowy, duży budynek, w którym drewniane krokwie dachu właśnie zbijano. Podeszli z ciekawością. W drzwiach stał ksiądz w sutannie. Stefan podszedł i zapytał po rosyjsku. — Czy ksiądz jest księdzem? To znaczy, chciałem zapytać, czy jest księdzem katolickim. Młody kapłan patrzył na niego bystro. — Jestem księdzem Kościoła Katolickiego. A o co chodzi? — Czy będzie może Msza święta? — Tak, za godzinę. A pan jest katolikiem? — Jestem Polakiem. Od kilku miesięcy nie mogłem być na Mszy świętej.
Albowiem Rosja jest nadzieją
— Rocznie chrzczę tutaj pięć procent obywateli oraz osiemdziesiąt procent nowo narodzonych dzieci. Za dziesięć lat ten kraj będzie bardziej katolicki, niż Polska. — Czym to jest spowodowane? - zapytał Stefan. — Krew męczenników zasiewem chrześcijaństwa. Ta ziemia jest chyba najbardziej udręczonym miejscem na naszej planecie. Przez trzy czwarte wieku zabito tutaj kilkadziesiąt milionów ludzi. Resztę pozbawiono podstawowych wolności. A tam gdzie rozlał się grzech - rozlała się, jak mówi świę- ty Paweł - tym obficiej łaska. To, co w chwili obecnej przeżywamy w Rosji, to niewyobrażalny zalew laski Boga.
— To znaczy, że na zachodzie, gdzie teraz rozlewa się grzech również rozleje się laska? — Zobaczy pan, że już następne pokolenie doczeka chwili, gdy prezydent Francji klęcząc w katedrze Chartes będzie blagał Boga o przebaczenie wszystkich zbrodni od czasów rewolucji francuskiej. Zobaczy pan, że Francja, Anglia i Hiszpania będą pod koniec tego wieku nieprawdopodobnym miejscem nawrócenia. Nawet jeżeli jednak obalimy siłą tamtejszy zbrodniczy system polityczny, to musimy liczyć się z sytuacją, że jeszcze przez długi czas ludzie będą pod wpływem tego okropnego zwyrodnienia. Pamięta pan jak długo nasz kraj dochodził do siebie po czterdziestu pięciu latach komunizmu. Jeszcze pięć lat po upadku komunizmu, naród potrafił wybrać na prezydenta postkomunistę.
Idee Romana Dmowskiego wiecznie żywe są, jak wiadomo prawaki zawsze z carem:
Nie mógł wejść we współpracę z Rosjanami, gdyż dane posiadane przez niego mogłyby zbytnio wzmocnić Rosję w stosunku do Polski. Układ pomiędzy dwoma krajami był wprawdzie partnerski, ale właśnie między innymi dlatego, Polska pomimo mniejszego potencjału mogła być równorzędnym partnerem dla Rosji, że była lepiej zorganizowana, miała lepszy wywiad i bardziej patriotyczne społeczeństwo.
Ba, takie cuda to już nie tylko w Rosji ale i w sercu masonerii!
Podobna sytuacja na świecie zachodziła w chwili obecnej w Izraelu, gdzie tysiące ludzi nawracało się, a w bazylice pod wezwaniem świętej Edyty Stein w Jerozolimie sto dorosłych osób dziennie przyjmowało Chrzest Święty. Ale w Izraelu władze prześladowały katolików i wielu z nich dołączało do męczeństwa świętej Edyty.
Jak zwykle generałowie Franco i Salazar uratują katolicyzm i nacjonalizm:
Jest nadzieja, że Portugalczycy i Hiszpanie już niedługo zrzucą jarzmo niewoli. Na północy Półwyspu Iberyjskiego wybuchło bowiem powstanie przeciwko ustrojowi narzuconemu przez Unię Wszechświatową. Powstanie pod przywództwem trzech generałów Michaela Ramireza, Gabriela de Purto i Rafaella Ravenga zataczało coraz szersze kręgi, przenosząc się na południe.
Stefan pokazuje dlaczego jest asem nad asy i idolem polskiej prawicy:
Stefan wzruszył ramionami. Najstarszy obwieś podszedł do niego i zapytał. — To twoja żona? Stefan nawet się nie odwrócił. Obwieś próbował położyć rękę na ramieniu Lucji, która stała skurczona ze strachu. Ste- fan wsadził rękę do kieszeni i napastnik upadł na ziemię. Pistolet promienny był niezawodny. I, co najważniejsze, nie zabijał. Obwiesie skupili się ze strachu na drugiej burcie stateczku. Do końca podróży był z nimi spokój.
"Czy żeby pisać political fiction muszę znać pisownię obcych nazw, czy też wystarczy mi tylko legitymacja Stronnictwa Narodowego?"
Obecnie z powodu zablokowania Cieśnin Duńskich i Giblartaru dla przepływu wojska i sprzętu wojennego do Ameryki Południowej, dla przewozu uzbrojenia korzystano najczęściej właśnie z Murmańska.
Stefan po wielu perypetiach trafia wreszcie do kraju, i odnosi olbrzymie zwycięstwo
Jeszcze tak wielkiego nagłówka w Gazecie Warszawskiej nie widział. ZDRAJCY WYKRYCI. Czarnymi literami wydrukowano: Dzisiaj w nocy dokonano w całej Polsce aresztowań około dziesięciu tysięcy ludzi. Wszyscy oni byli związani z różnymi organizacjami infiltrującymi Polskę i powiązanymi z obcymi strukturami, które chciały wywołać w Polsce rewolucję. Byli to między innymi członkowie masonerii, oiganizacji paramasońskich oraz przedstawiciele wywiadów. Jak dowiedzieliśmy się od rzecznika rządu część zatrzymanych próbowała właśnie uciekać z Polski. Dzięki błyskawicznej akcji zdołano ująć prawie wszystkich. Z podanych informacji wynika, że zbiegł jedynie Alojzy Michniak, dyrektor działu handlowego NBP, oraz Bogusław Jeremek będący pracownikiem MSW. Więcej szczegółów tej największej akcji w historii polskiego kontrwywiadu podamy w wydaniu popołudniowym.
Michniak i Jeremek (dżizas) jednak wydają się być drobnymi płotkami jeno, albowiem:
To, co się dzisiaj w nocy stało, to największe zdarzenie w historii naszych ostatnich trzech stuleci. Polska po raz pierwszy jest prawie całkowicie wolna od wpływów obcych agentur. Rozumiesz Stefanie! Jesteśmy zupełnie wolni. Macki, które od tylu lat oplątywaly naszą Ojczyznę zostały wycięte. Renegaci, którzy prowadzili naszą Ojczyznę przez tyle nieszczęść w historii, już są nieszkodliwi. — Spójrz na to - pułkownik znowu uderzył w gazetę - ci ludzie to potomkowie tych, którzy sprowadzili na nas rozbiory w XVIII wieku; tych którzy podburzali nas do krwawych, bezskutecznych powstań; tych, którzy sprzeciwiali się niepodległości Polski w roku 1918; tych którzy sprowadzili na nas komunizm; tych którzy ograbili i poddali nasz kraj pod obce wpływy pod koniec zeszłego stulecia. To, że Gazeta Warszawska, która przez trzysta lat walczyła z nimi może ich dzisiaj tutaj zdemaskować, to że ludzie ci znajdują się wszyscy w więzieniu, to jest największy przełom w naszej historii. Stefanie, czy ty to rozumiesz? Dzięki tobie oraz zabiegom naszego wywiadu w połączeniu z pomocą Opatrzności jesteśmy wolni!
Wszystko kończy się dobrze, Polska jest wolna od "agentów", "tych, którzy sprowadzili na nas komunizm" i można spokojnie udać się na mszę:
Przed wejściem do kościoła widniała figurka Matki Boskiej stojącej na kuli ziemskiej. Jej ręce były wyciągnięte w stronę tej połowy globu, gdzie wił się wąż, któremu piętą zgniatała głowę. Drugą połowę ziemi przed jego jadowitymi kłami, osłaniał Jej niebieski płaszcz.
Miłych snów kochani i idźcie kurwa na te wybory.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2018.03.21 10:27 ben13022 "Panie Mikołaju, obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie". Mikołaj Grynberg o życiu w dwóch światach: polskim i żydowskim

*Mikołaj Grynberg – ur. w 1966 r., fotograf, pisarz, reporter, z wykształcenia psycholog. Wydał m.in. albumy „Dużo kobiet”, „Auschwitz – co ja tu robię?”, książki eseistyczne „Ocaleni z XX wieku” i „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, zbiór opowiadań „Rejwach” oraz ostatnio „Księgę wyjścia” .
Michał Nogaś: Marzec 1968 roku. Miałeś dwa lata. Niczego nie pamiętasz.
Mikołaj Grynberg: Bez szans. Mam w głowie tylko poszatkowane opowieści o tym, co było później. Pojechaliśmy z rodzicami na wakacje w góry i tam oni – oraz ich przyjaciele – widząc samoloty Układu Warszawskiego lecące do Czechosłowacji, już całkowicie się zapadli. O Marcu dowiadywałem się przez odwrotność.
Co to znaczy?
– Słyszałem: „Nie ma Stefana. Stefan był cudowny. Kiedyś pojechaliśmy na narty i na parkingu w jednym z samochodów siedziało zamknięte dziecko. Czekało na rodziców i płakało. Stefan nie poszedł z nami na narty, został z tym dzieckiem”... Był przyjacielem rodziców, mężem jednej z bohaterek mojej nowej książki. Poznałem w dzieciństwie całą listę ludzi, których zabrakło. Ale to była lista zupełnie inna od tej holocaustowej, przy wymienianiu której mój dziadek miał łzy w oczach: Róża, Józio... Nad tą marcową listą nie wisiała śmierć, to był spis rozstań. Z przyjaciółmi, z ukochanymi. I nagle, gdy zacząłem jeździć po świecie, okazało się, że nie są to jedynie jakieś legendy. Ci ludzie istnieją, miejsca, o których słyszałem, istnieją. Te przedziwne adresy w książce telefonicznej są prawdziwe. Petah Tikwa – wiesz, jak to brzmi dla dziesięciolatka? Jak jakieś śmieszne nazwisko. Aż w końcu pojechałem i oni tam byli. Przekroczyłem drzwi, a oni od pierwszej chwili okazali mi miłość.
Bo jesteś synem przyjaciół.
– Tak. I po pięciu minutach czułem się u nich najbezpieczniej na świecie. Nie szczypali za policzki, stali się bezwarunkowymi przyjaciółmi. Tyle lat na nas czekali... Odkryłem to później, że dzięki nim mój – nie tylko mój zresztą – świat się rozszerzył. Jechałem do Ameryki, a tam byli przyjaciele rodziców. Leciało się taki kawał po to, by tam też być w domu.Udało ci się ustalić, przez odwrotność, ile cioć i wujków straciłeś 50 lat temu?
– U nas w domu nie mówiło się o ciociach i wujkach. Byliśmy z nimi wszystkimi po imieniu. Moi rodzice stracili w Marcu kilkanaście najbliższych, najbardziej istotnych dla nich osób.
To w zasadzie jak zniknięcie świata, który się zna i który daje poczucie bezpieczeństwa...
– Rodzice żyli w dwóch światach: polskim i żydowskim. W Marcu stracili ten żydowski. To nie było pokolenie żydowskie, nie byli wierzący, nie przestrzegali tradycji, żadnych świąt. Nie mieli o tym zbyt dużego pojęcia. Do czerwca 1967 roku, gdy wybuchła wojna sześciodniowa, w ogóle w tym świecie nie istniał temat żydowski, nie rozmawiali o tym. Przyjaźnili się, kochali, pili alkohol, jeździli na wakacje, pracowali. Nie opowiadali o tym, kto i w jaki sposób przeżył wojnę. Zaczynali być dorośli, pojawiały się dzieci. Żyli jak reszta. I nagle to wszystko wróciło.
Kiedy po raz pierwszy zapytałeś rodziców, czym był marzec 1968 roku?
– Nigdy nie zapytałem, czym był. Raczej próbowałem zrozumieć, dlaczego zostaliśmy. I żeby było jasne – ja zawsze byłem zadowolony z decyzji, którą rodzice podjęli. Tym bardziej że mieli plany wyjazdu i długo zastanawiali się dokąd – do Australii czy do Kanady? Wszystko wskazywało na to, że wyemigrujemy do Kanady. Może bym dzisiaj był hokeistą. Te rozmowy z rodzicami były... Wiesz, to jak z dobrym wywiadem musisz zadać otwarte pytanie. Ja wtedy tego nie wiedziałem i gdy pytałem: „Dlaczego nie wyjechaliśmy?”, dowiadywałem się o całym Marcu i o wojnie: „Nie wyjechaliśmy, ponieważ nasi rodzice nie chcieli wyjechać”. A mój ojciec spędził z nimi wojnę, przeszli przez getto, piwnice po aryjskiej stronie Warszawy. Tata zdał sobie sprawę, że nie może ich zostawić. Oni nigdy by go nie zostawili, więc nie było mowy, by się rozstali. Dopiero dzisiaj, gdy dotykają mnie rzeczy rozgrywające się obecnie w Polsce, rozumiem, jakim wysiłkiem musiało być dla nich życie w Polsce po 1968 roku. Jeśli masz za sobą takie doświadczenie, już nigdy nie możesz się czuć bezpiecznie. Już można o tobie mówić złe rzeczy, można podważać twoją historię, historię twoich rodziców. Wszystko się wali, zapada. I skąd brać siłę, by pewnie stać na nogach i się na nich opierać? I jeszcze się czasami w życiu uśmiechnąć? Wtedy, w Marcu, rodzice byli po studiach, tata miał już doktorat. Nigdy o tym nie mówił, ale był bardzo zdolnym fizykiem. Był na dobrym wydziale, otaczali go przyzwoici ludzie. Profesura stanęła za studentami i młodymi pracownikami naukowymi. Gdy trwała nagonka, ojciec siedział w instytucie i prowadził badania. Nigdy nie był wielkim działaczem społecznym, nauka była całym jego życiem. Ale naturalnie widział, co się działo wokół, i przez cały ten czas rozważał, czy wyjechać. Wiedział, że decydując się na pozostanie w Polsce, stawia mnie – bo wówczas brata nie było jeszcze na świecie – w trudnej sytuacji. Że będę narażony na coś, co w innych krajach się nie wydarza, ponieważ państwo dba, by takie rzeczy nie miały miejsca. Mama bardzo nie chciała wyjeżdżać z Polski. Jedynym kierunkiem, który w ogóle mogła brać pod uwagę, była Francja, w której się urodziła. Mówiła po francusku, miała tam wielu znajomych, głównie przedwojennych przyjaciół jej rodziców. Tata uważał, że może dopiero moje dzieci zostaną Francuzami, a my do końca życia będziemy tam emigrantami. W 1970 roku urodził się brat. Ludzie wciąż jeszcze wyjeżdżali, choć to była już gasnąca fala. Rodzice podjęli ostateczną decyzję – rodzina będzie żyła w Polsce.
I jesteś im za to wdzięczny.
– Miałem szczęście urodzić się w Polsce w inteligenckiej rodzinie, chodzić do szkół ze wspaniałymi ludźmi. Do tego lutego myślałem, że miałem szczęście, że jest naprawdę dobrze.
Do lutego 2018 roku?
– Tak. I mówię to, choć przez ostatnie 50 lat miałem przecież dosyć regularne doświadczenia z polskim antysemityzmem. To było obecne, ale nie spędzało snu z powiek, nie nękało dzień w dzień. To był po prostu kawałek mojego życia. To jak z byciem chorym, przyzwyczajasz się do życia z bólem.
Uodporniłeś się? To chcesz powiedzieć?
– Na różnych etapach życia miałem różne strategie przetrwania. Gdy zostałem przeniesiony do innej szkoły, bo w poprzedniej mnie lali...
...z powodu pochodzenia?
– Nie, z powodu nieprzystąpienia do komunii świętej. Musieliśmy się przeprowadzić, więc i szkoła była nowa. Przyszedłem do niej w trzeciej klasie i w zasadzie od pierwszego dnia czekałem, kiedy to się znowu stanie. Od ósmego czy dziewiątego roku życia miałem w tyle głowy świadomość, że coś się może wydarzyć. Bo jestem tym innym. Żyłem, poznawałem nowych kolegów i koleżanki, ale cały czas coś w głowie mówiło mi: „Bądź czujny, uważaj, rozglądaj się”. Gdy ktoś w moim otoczeniu mówił o „żydkach”, odsuwałem się i szedłem w drugą stronę.
Wielu bohaterów „Księgi wyjścia” wspomina, że dla żydowskich dzieci droga do szkoły to zawsze były kamienie, którymi w nich rzucano...
– Później, już w liceum, w czasie stanu wojennego, miałem jeszcze jeden ciekawy epizod. Uczniowie walczyli wtedy o to, by w szkołach były krzyże. I ja walczyłem z nimi. Wracałem do domu, opowiadałem rodzicom, a oni pytali, czy ja aby nie zwariowałem. Przestrzegali, mówili, że nie wiem, co robię. A ja po prostu uważałem, że jeśli to jest dla moich kolegów ważne, to dlaczego mam ich nie wspierać w tej walce?
Oczekiwałeś zapewne wzajemności.
– Na zebraniu samorządu szkolnego powiedziałem, że jeśli dla kogoś ważny jest krzyż, to proszę – niech wisi krzyż. Jeśli dla innych ważny jest Che Guevara, to niech zawiśnie jego zdjęcie. A jeśli dla niektórych ważna jest gwiazda Dawida, to niech także i ona zawiśnie. Dlaczego nie? I na to jeden kolega odpowiedział: „No, z tą gwiazdą Dawida to bym jednak tak nie szarżował”. Wróciłem do domu, opowiedziałem o wszystkim rodzicom, a oni powiedzieli tylko: „O, to i tak gładko się o tym dowiedziałeś”. W żydowskiej Warszawie byłem wtedy pośmiewiskiem. Ludzie mówili: „A wiecie, że ten mały Grynberg walczy o krzyże?”.
A ty uważałeś, że warto...
– Uważałem, i do dziś tkwię w tym przekonaniu, że jeżeli wszyscy jesteśmy równi, nie zabieramy innym wolności, to dlaczego nie? Ale wszyscy musimy być otwarci na to, co odmienne.
Gdy już wiedziałeś, że nie zawsze można liczyć na zrozumienie, jaką przyjąłeś strategię? Na przykład gdy ktoś przy tobie pozwalał sobie na antysemickie wypowiedzi.
– Nie puszczałem mimo uszu, stawałem do walki. Na słowa. Nigdy nie dopuściłem się przemocy fizycznej, ale wiele razy czułem, że jestem bliski dania komuś w mordę. Że doszliśmy do granicy tego, jak bardzo można mnie poniżyć. Bo nie ma już argumentów, wszystkie padły wcześniej.
Czy mogę spytać, co jest tą granicą poniżenia?
– Odbieranie tożsamości. To, że ktoś decyduje za ciebie, kim jesteś i kim masz prawo się czuć. Często wybrzmiewa to w taki fałszywie przyjazny sposób. Na przykład słyszę: „Panie Mikołaju, no przecież obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie jest”. Odpowiadam wtedy: „Jestem Polakiem”. Na co słyszę: „Panie Mikołaju, ja pana proszę, mieszka pan tutaj, ale przecież obydwaj wiemy...”. To taki protekcjonalny, misiowaty ton, który powoduje, że przepalają mi się bezpieczniki. W sekundę i wszystkie naraz.
Twoi rodzice odprowadzali kogoś na Dworzec Gdański?
– No... wszystkich w zasadzie. Chodzili, płakali. Myślę, że najgorszy był dla nich powrót do domu. Pociąg odjeżdżał, ocierali łzy, kontakt się urywał. Wszyscy byli przekonani, że to na zawsze, że już nigdy się nie zobaczą. Ja za cholerę nie umiem sobie tej sytuacji wyobrazić, co się z nimi działo, jak musieli się czuć, gdy wracali do domu, gdy ich świata znów ubywało. Wiem, że mama płakała, a tata starał się wymyślać różne aktywności, by nie myśleć o tym cały czas. Jeździliśmy na wakacje, środek ciężkości przeniósł się na nowe środowiska, które poznawali i w których starali się odnaleźć. A przecież jeszcze na tych peronach Dworca Gdańskiego byli świadkami poniżania najbliższych przyjaciół. Jeszcze w ostatnich chwilach w Polsce publicznie ich upokarzano: „A nie, tego jednak nie możecie ze sobą zabrać”.
Grzebanie w walizkach na do widzenia.
– Złośliwe prowokacje, wyrzucanie z tych walizek cennych pamiątek, tłuczenie na dworcowym betonie. Wszystko po to, by się na nich rzucili, by ich jeszcze do więzienia przed emigracją wsadzić. Ale ci, którzy wyjeżdżali, wiedzieli, że muszą to znieść. Bo zostaliby z niczym, a nie mieli już ani mieszkań, ani pracy. Stali więc na tych peronach i dawali się poniżać po to, by już za chwilę nikt ich nie poniżał. Taka była ostatnia rata tej ceny.
Twoi rodzice mogli przypuszczać, że ich czekają całe lata poniżania.
– Tata podjął decyzję, że będzie się zajmował już tylko fizyką i rodziną. Niczym więcej. Dlatego gdy później na Uniwersytecie Warszawskim proponowano mu zostanie dyrektorem instytutu lub prorektorem, odmawiał. Ugiął się raz. W latach 80. rada wydziału fizyki chciała, by został dyrektorem. Wróciliśmy wtedy do Polski po rocznym pobycie we Francji. Mówił, że nie może, bo to się zapewne zemści na nim i na wydziale. Ale zgodził się, widział, jak bardzo kolegom zależy. Trzy miesiące po naszym powrocie wprowadzono stan wojenny. Tata nigdy nie chodził do telewizji, gdy go zapraszano. Po 1989 roku również, bo kiedyś mu powiedziano, że podpiszą go: „fizyk”, bez nazwiska. Bo im nie pasowało.
Czyli jednak, na chwilę, wyjechaliście.
– Tata pracował w paryskiej École Normale Supérieure, prowadził badania, później przez lata tam jeździł.
I nie myśleliście, żeby jednak zostać? Czasy były koszmarne.
– Odbyła się taka rozmowa. W sierpniu 1981 roku, gdy szykowaliśmy się do powrotu. Było nawet rodzinne głosowanie. Tata uważał, że powinniśmy zostać. Posadził nas we czwórkę przy stole, brat miał 10 lat, ja 15, rodzicie po 41, żyła jeszcze trójka dziadków. Zapytał: „Zostajemy czy wracamy? Co byście woleli?”. Zmroziło mnie, nie wyobrażałem sobie, że mam nagle zostać we Francji, do której jakoś się przystosowałem, ale nie była moim światem. Od przyjazdu odliczałem dni do powrotu do domu, do przyjaciół. Dostaliśmy chwilę, by to przemyśleć, porozmawiać. Mieliśmy wrócić do rozmowy następnego dnia. I ja w ciągu tej doby dosłownie sterroryzowałem młodszego brata, który był gotów zostać. Wiedziałem, że zanosi się na remis, mama – jak ja – chciała wracać. Ale oni? Remis byłby niedobry. No i wróciliśmy.
„Księga wyjścia” to zapis twoich rozmów z tymi, którzy wyjechali po Marcu. Do Skandynawii, Izraela, Stanów Zjednoczonych. Szukałeś ich wśród przyjaciół rodziców?
– Chciałem wyjść poza znajomą ścieżkę, by te rozmowy i spotkania także dla mnie były ciekawe. I by złapać szerszą perspektywę. Oczywiście, kilkoro bohaterów pochodzi z kręgu ich znajomych, ale zacząłem szukać dalej. Tych, którzy wyjechali z Dzierżoniowa, Legnicy, Wrocławia, Szczecina i Gdańska. Chciałem poznać historie, o których do wtedy nie miałem pojęcia.
O tym, jak po Marcu opustoszała żydowska Polska?
– I jak wyglądała przedtem. Bo niczego o niej nie wiedziałem. Moi rodzice również.
Znali tylko Warszawę.
– A tamte miejsca były kulturowo znacznie bardziej żydowskie.
Które z pytań było najtrudniejsze?
– Dla mnie czy dla nich?
Dla ciebie.
– Nie czułem, by były takie. Trudno to jest odmówić ciastek. Albo poprosić współmałżonka, żeby nie był obecny przy rozmowie. Ale z czasem zrozumiałem, że powinienem mieć listę pytań obowiązkowych, o której w ogóle nie myślałem, gdy wyruszałem w podróż. Nagle zrozumiałem, że ciekawi mnie, kim oni właściwie są. Są Polakami czy nie? Co myślą o sobie? Ciekawe jest dowiedzieć się, czy są Żydami. I czy są Żydami bardziej niż wtedy. Bo część z nich w ogóle tak o sobie przed Marcem nie myślała. To 1968 rok zrobił z nich Żydów. Bardzo mnie też interesowało, co im ’68 zabrał.
Często mówią, że Marzec odebrał im ich kraj.
– Mało tego, niektórzy mówią, że decyzję o kierunku emigracji podejmowali, myśląc o tym, by znaleźć taki kraj, w którym już nigdy nie będą w stanie poczuć się obywatelami. Bo nie daliby rady drugi raz znieść sytuacji, w której ktoś powie im, że nie są u siebie. Anna Frajlich-Zając mówi, że celowo pojechała do USA, a nie do Izraela, bo z Izraelem natychmiast by się związała emocjonalnie. Ale gdy pytam ją zaraz potem, kim dziś jest, odpowiada, że Amerykanką...
A nie Polką pochodzenia żydowskiego mieszkającą w Ameryce?
– Też, ale teraz Ameryka to jej dom. A od kiedy stał się tym domem? Od dnia, w którym poszła na pogrzeb i zobaczyła, że w grobie, do którego składano jej wuja, już ktoś był. Przecież większość z nich w Polsce nie miała rodzinnych grobów, a w – na przykład – amerykańskiej ziemi już leżeli ich przodkowie. Mój ojciec z dziadkiem w latach 70. postawili na cmentarzu żydowskim obelisk – znalazły się na nim wszystkie imiona i nazwiska tych, których stracili, a których udało im się przywołać. Ale tam w środku jest pustka. Jako dziecko chodziłem z nimi na ten cmentarz, to były najdziwniejsze niedziele w życiu. Staliśmy przed obeliskiem, dziadek milkł. Tata go wspierał, ja niczego jeszcze nie rozumiałem. Znowu ta Róża, znowu ten Józio... Patrząc na ich smutek, czekałem na moment, aż wreszcie stamtąd wyjdziemy. U twoich rozmówców uderzają wspomnienia zachowań ich polskich znajomych. Wielu dało się złamać, po „dydaktycznych” rozmowach koleżanki i koledzy żydowskiego pochodzenia nagle przestali dla nich istnieć. – To była główna przyczyna tej emigracji. Na własne oczy zobaczyli, że takie rzeczy są możliwe, że z bliskimi dotąd ludźmi mogło się stać coś takiego. Ktoś ich wezwał na rozmowę, pewnie coś powiedział, zagroził, musieli coś położyć na szali i... poszło. Prowadzili, zdawać by się mogło, normalne życie, studiowali, uczyli się, mieli lepszą lub gorszą pracę, lepszego lub gorszego partnera i nagle ktoś im wyciągnął dywan spod nóg. W sekundę. I gdyby się nawet zdecydowali chodzić na czworakach, to ten dywan i tak zniknie.
Marcin Wicha powiedział mi ostatnio w rozmowie w Radiu Książki, że naprawdę cieszy się z tego, iż jego rodzice nie dożyli.
– Słyszałem. Straszne zdanie. Ja bym wolał, żeby moi rodzice żyli, i myślę, że Wicha również by wolał. Ale go rozumiem. Nie chciałbym, żeby mama i tata zobaczyli, że to się znowu stało. Myślę, że dziś rodzice naprawdę by żałowali, że 50 lat temu jednak nie wyemigrowaliśmy. A żałowanie czegoś u schyłku życia, gdy ma się 70, 80 lat, to jak żywienie się trucizną przez ten czas, który ci jeszcze pozostał. Nie poruszam tego wątku w „Księdze wyjścia”, ale w tych rozmowach często powracał temat naiwności Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce. Słyszałem: „Daliście się Polakom nabrać. Oni to robią średnio co dziesięć lat. Zawsze to robili. Teraz przez dwadzieścia parę lat był spokój i straciliście czujność”. Prowadziłem takie rozmowy jesienią i zimą 2016 roku. Przez lata, jeżdżąc po świecie, wdawałem się w dyskusje o tym, że nie można mówić o Polsce jako o antysemickim kraju. Że są ludzie, którzy są antysemitami, ale Polska nie jest antysemickim krajem. Dzisiaj także nie uważam, że Polacy są antysemitami. Ale w dzisiejszej Polsce antysemici dostali głos.
Dlaczego tak się stało?
– Zawsze tak się dzieje, gdy w obozie rządzącym zaczynają się tarcia. Ktoś kładzie na stół „żydowską kartę” – ona prędzej czy później kogoś wysadzi z siodła. Poza tym rosną słupki w sondażach. A potem my wszyscy zbieramy się z tego przez lata.
Słupki się wahają.
– Może dlatego, że się próbują wycofać jakoś z tej ustawy o IPN-ie? Padają sprzeczne komunikaty. To chyba nie jest jakaś bardzo przemyślana strategia. Natomiast nikt mnie nie przekona, że wygłaszanie przez osoby piastujące najważniejsze urzędy tekstów antysemickich, za które zresztą nie ponoszą żadnych konsekwencji, jest zwykłym niedopatrzeniem. To są słowa wypowiadane z premedytacją. One mogą pójść do kolejnych mediów, w których powiedzą, dlaczego w innych mediach powiedziały to i to, a dalej to już samo się toczy.
Ale do czego polskim politykom w 2018 roku potrzebna jest „karta żydowska”?
– To, w skrócie, jak z różnicą między humanistą a behawiorystą. Behawiorysta, gdy chce osiągnąć jakiś efekt lub cel, wymyśla system kar i nagród. Obaj jako ojcowie wiemy, że z dzieckiem łatwiej się dogadać, mówiąc dobre rzeczy, a nie wymyślając kary. Tymczasem nasze państwo zachowuje się jak niedorozwinięty behawiorysta. Wymyśla kary na wszystko. I na zapas. Dlatego zapłacimy cenę za ten nieudany eksperyment. Już widać, co się stało z walką o to, by nie mówić o „polskich obozach”.
Internetowe statystyki pokazują skutek odległy od zamierzonego.
– Bo to tak działa. Jeśli komuś mówisz, że będziesz go karał za mówienie czegoś, to nie zadziała. Tu nie trzeba być wybitnym psychologiem, naprawdę.
Paweł Potoroczyn, były szef Instytutu Adama Mickiewicza, powiedział, że wystarczyło wykupić w „New Yorkerze” reklamę. Na jednej stronie – choć ta by nie wystarczyła, chyba że maczkiem – znalazłyby się wszystkie nazwiska Polaków – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Na drugiej – cztery nazwiska Amerykanów. Tyle.
– A jeśli mówimy: „Ukarzemy was, jeśli jeszcze raz tak powiecie”, to po pierwsze, jest nieprawda to, bo nie ma mechanizmu, w myśl którego to mogłoby się odbyć. A po drugie, taki system zakazów działa nie tylko na dzieci. Gdy ktoś ci mówi, że będzie karał, zawsze znajdą się tacy, którzy podejmą wyzwanie.
A bohaterowie „Księgi wyjścia”? Co mówią?
– Bardzo wielu marcowych emigrantów, niekoniecznie tych z książki, zdecydowało się przyjechać na obchody. Myślę, że to, co się dzisiaj dzieje w Polsce, dla wielu z nich jest ostatecznym argumentem na to, że 50 lat temu podjęli właściwą decyzję. Są już emerytami, powoli podsumowują życie. Niektórzy z nich myśleli być może, że gdyby zostali, ich dzieciom byłoby łatwiej. A może trudniej? I proszę. Nie ma już o czym myśleć. Czytają polskie gazety, przecierają oczy. Część z nich pewnie zdecydowała się przyjechać, by zobaczyć to osobiście. I wyjechać. Jest w tym rodzaj jakiejś – używając znowu psychologicznego języka – perwersyjnej satysfakcji.
Ale pojawiają się i takie głosy: owszem, działania polskich polityków nie były najszczęśliwsze, ale mówienie o tym, że mamy nowy Marzec, to duża przesada.
– Ja także uważam, że to przesada. Bo to jest Luty. Który zresztą nie wiadomo kiedy się skończy. Ale mówiąc poważnie, jeśli ktoś nie protestuje przeciwko antysemityzmowi, który się wylewa, to znaczy, że albo jest mu to na rękę, albo jest idiotą. Tej drugiej możliwości nie biorę pod uwagę, bo mam nadzieję, że moim krajem nie rządzą ludzie, którzy są idiotami. Dlatego uważam, że to polityczna rozgrywka. I wiem, że to g... wrzucone w wiatrak ochlapie nas wszystkich. Nie tylko nas, Żydów. Nie tylko tych, którzy mówią te parszywe słowa. Wszystkich. Teraz znowu wyjadą ludzie...
Wyjadą?
– Już składają aplikacje. Jest ich zdecydowanie więcej niż przez cały ubiegły rok.
Chcą wyjechać, bo się boją?
– Bo nie chcą czekać na to, co będzie dalej. Bo młodzi, którzy mają dzieci, myślą, że jeśli możliwe jest mówienie takich słów, to możliwe są także inne rzeczy. Bardzo bym chciał, żeby ci młodzi nie podejmowali pochopnych decyzji. Bo jako ten starszy chciałbym móc im powiedzieć, że tu się daje żyć. Ale nie mogę im tego obiecać. Chciałbym, żeby to wszystko zahamowało. Wiele osób mówi, że musi się zdarzyć coś, żeby zatrzymać pewne procesy. Że niby im szybciej przyjdzie kryzys gospodarczy... A ja bym nie chciał żadnego kryzysu, nie chciałbym powrotu inflacji, żeby ludzi nie było stać na płacenie za mieszkania. Jestem pewny, że większość z nas tego nie chce. Funkcjonowania na kuli ziemskiej w jakimś nawiasie. Poza tym wiadomo, że im będzie gorzej, tym bardziej Żydzi będą dostawali po nosie. Wiesz, ostatnio spytałem żonę: „Jak myślisz, skąd bierze się to poczucie wyższości?”. Bardzo szybko odpowiedziała: „Poczucie wyższości zawsze się bierze z poczucia niższości”. Wcześniej wiele rzeczy mówiło się między sobą, po cichu i na marginesie. Dzisiaj można już powiedzieć wszystko wszędzie. I jeśli na tym ma polegać to słynne budowanie wspólnoty, która wstaje z kolan, to znaczy, że dla mnie naprawdę zaczyna brakować tu miejsca.
Ty też zastanawiasz się teraz nad wyjazdem?
– Nie wyjadę z wielu powodów. Po pierwsze, jestem za stary. Już nie zacznę mówić po duńsku albo po hebrajsku tak, bym mógł się porozumieć z kimkolwiek, tak jak teraz z tobą. Powiedziałem, że to po pierwsze, ale w zasadzie to dopiero któryś kolejny powód. Nie wyjadę przede wszystkim dlatego, że to jest mój kraj. Nie ma innego kraju, który jest bardziej mój. Lubię być turystą, ale w Polsce jest moje miejsce. Ono bywa dla mnie okrutne jak teraz, ale zdecydowałem się tak właśnie żyć. Nie mam innej ojczyzny.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,23123108,slysze-czasem-panie-mikolaju-obaj-wiemy-ze-ja-jestem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Moi ludzie wyrzucili mnie z domu Twoja Opowieść, moje wyzwanie... kracewicz - YouTube Ziemskie Anioły Andromeda Ujawnienie - YouTube NIGDY NIE ŚPIJ NA PRAWYM BOKU! DOWIEDZ SIĘ, DLACZEGO (SĄ NA TO DOWODY NAUKOWE) Zdrowie 24h The Righteous Brothers Unchained Melody Lowkey - Relatives (feat. Logic) PL

CZY WIERZYSZ W MIŁOŚĆ, CZY TEŻ Z NIEJ ZREZYGNOWAŁEŚ ...

  1. Moi ludzie wyrzucili mnie z domu
  2. Twoja Opowieść, moje wyzwanie...
  3. kracewicz - YouTube
  4. Ziemskie Anioły
  5. Andromeda Ujawnienie - YouTube
  6. NIGDY NIE ŚPIJ NA PRAWYM BOKU! DOWIEDZ SIĘ, DLACZEGO (SĄ NA TO DOWODY NAUKOWE) Zdrowie 24h
  7. The Righteous Brothers Unchained Melody
  8. Lowkey - Relatives (feat. Logic) PL
  9. Paris Hilton Stars are blind
  10. Lian Ross & TQ - All We Need Is Love

'Telepatia, Człowiek, Moc, Wolność, Miłość' Sesje Telepatyczne Informacyjno-Badawcze. Na kanale Andromeda Ujawnienie dzielę się z Wami mili widzowie fragment... - Niektórzy ludzie dziwnie na mnie patrzyli, uciekali na drugą stronę chodnika albo wręcz przeciwnie – chcieli mnie głaskać. Byłem przerażony i przytłoczony nową sytuacją. Niektórzy ludzie są niczym ziemskie Anioły. Chowają swoje skrzydła do plecaka i wędrują przez ziemskie burze i wiatry. odważnie, z uśmiechem na ustach i z miłością. Biorą innych za ... Nie ma dokładnej definicji słowa miłość.. Ogółem tego się nie da opisać w kilku zdaniach... Moja własna definicja słowa ' miłość '? Czasami sama się zastanaw... No, tak. Kolejna zakręcona historia. Z dedykacją, komuś kogo znałam... Również tym, którzy borykają się na codzień ze swoimi zmartwieniami oraz osobom, które walczą o ich szczęście ... Niektórzy ludzie nigdy nie będą ponad ich głupią dumą, ... Sprawdźmy co ta miłość może zrobić. Może, jestem idealna dla ciebie. Nawet jeśli bogowie są szaleni, Niektórzy ludzie robią wyjątkowe rzeczy z miłości i to są Cuda Swiata..Miłośc to siła i potrafi zdziałać Cuda..Cudem Swiata są zakochane dłonie Artystów..Cudem Swiata są Zakochane ... Czuję miłość właśnie tutaj, we mnie Po twojej stronie Czasem dobre lub złe I szczęśliwe chwile lub smutne Chcę je spędzić z tobą Teraz albo nigdy Niektórzy ludzie żyją tylko po to ... Niektórzy ludzie znają odpowiedź na to pytanie, jednak wielu ma wątpliwości za każdym kolejnym razem, gdy walczą z bezsennością. Otóż według ekspertów najzdrowiej jest spać na lewym ... Poglądy wyrażone w tym utworze nie są bezpośrednio tymi Lowkeya i Logica, zwracamy tylko uwagę na styl życia który prowadzą niektórzy ludzie Lowkey Logic Lowkey: Urodziłem się w Birmacy ...